Zaloguj się RU RU EN EN PL PL ES ES
muzmo.org
Przeczytaj fragment "Brudu" Mötley Crüe, jednej z najbardziej rock and rollowych książek muzycznych
 Add to favorites

Przedstawiamy Wam fragment jednej z najbardziej rock and rollowych biografii w historii rocka - "Brudu" zespołu Mötley Crüe. Amerykański kwartet rodem z Los Angeles wyniósł imprezowanie na najwyższy z możliwych poziomów i właśnie m.in. o tym przeczytacie poniżej. Basista zespołu Nikki Sixx opowiada o przebijaniu uszu gwoździem, o niekończących się balangach w Mieście Aniołów i o przygodach z fankami, które od początku kariery towarzyszyły Amerykanom.

Na rynku pojawiło się kolejne wydanie "Brudu" Mötley Crüe. Pozycja ta uznawana jest za jedną z najbardziej rock and rollowych muzycznych książek w historii. Zespół bezpardonowo opisuje swoją karierę od początku lat 80., nie zapominając o niekończących się imprezach, które im wtedy towarzyszyły.

Poniżej fragment "Brudu", w którym znajdują się wspomnienia basisty Mötley Crüe - Nikkiego Sixxa:

"Słuchałem tych jego przechwałek przez dobrą godzinę. Miał brudne, rude włosy, trochę podgolone i klips na uchu, nawet nie kolczyk. Jak każdy punkrockowy pozer imprezował w Whisky A Go-Go tej nocy przyglądając się, jak scena punkowa w Los Angeles wydaje swoje ostatnie tchnienie. David Lee Roth oraz Robbin Crosby i Stephen Pearcy z Ratt balowali z nami w Mötley House tej nocy. A ten mały pseudo punkowiec, próbował nam udowodnić, że jest bardziej rock'n'rollowy niż my wszyscy, że jest większym twardzielem, że żyje na ulicy i takie brednie – a tak naprawdę było bogatym bachorem z Orange Country, który sam siebie oszukiwał. Nie mogłem tego dłużej znieść.

"Nie jesteś nawet punkiem, żałosny suk***ynu!", podniosłem się z sofy, walnąłem jego głową w stół, szarpnąłem za ucho i przycisnąłem je do stołu. Sekundę później, przy wszystkich świadkach przebiłem mu płatek uszny gwoździem do stołu.

"Aaaaaauuuuugggghhh!", wydarł się i zwinął z bólu przybity do stołu jak pies na zbyt krótkim łańcuchu.

"Teraz jesteś punkowcem", powiedziałem. Podkręciliśmy głośność na wieży stereo i imprezowaliśmy w najlepsze, jakby go tam nie było. Kiedy obudziłem się rano, koleś zniknął, ale gwóźdź był nadal wbity do stołu. Nawet nie chciałem myśleć, co musiał zrobić, żeby się wyswobodzić.

Dotarłem do nowego punktu w swoim życiu. Nie byłem już stłamszonym gówniarzem, biadolącym, nieudolnym słabeuszem proszącym fajnych kolesi by pozwolili mi dołączyć do swojego zespołu. Nagrywałem swój prawdziwy album ze swoimi piosenkami. Mieliśmy własne mieszkanie w samym centrum, nie było lepszego miejsca na imprezy po godzinach. Jeździliśmy cadillakiem, którego Coffman wynajął dla nas. Nie mając poczucia wdzięczności, zniszczyliśmy jedne drzwi kopniakami, nie dbając o koszty.

Kiedy wychodziliśmy razem, czterech degeneratów wyglądających jak zd***y, ludzi przyciągała nasza energia. Jeśli uderzaliśmy do Troubadour – wszyscy szli za nami, jeśli rozdzielaliśmy się – klub pustoszał. Wyglądało na to, że zaczęliśmy naprawdę rządzić na scenie Los Angeles. Wyglądało na to, że każdy koleś nam zazdrościł, każda laska chciała się z nami pi***zyć, a my nie musieliśmy nic robić – wystarczyło, że byliśmy zespołem.

To był najlepszy czas w moim życiu, ale równocześnie najbardziej mroczny. Byłem chodzącym potworem. Człowiek staje się jak rottweiler albo tygrys, pięknym zwierzęciem, jeśli wpadnie w szał, a ty jesteś w polu jego ataku – giniesz, nie ważne kim jesteś.

Przynajmniej tak było w moim przypadku. Któregoś dnia po piciu na okrągło, Vince i ja przyjechaliśmy trochę wcześniej na koncert do Whisky A Go-Go. Kiedy wszedłem do środka, jakiś koleś z gęstymi piórami zaśmiał się szyderczo: "Kim ty jesteś? Wydaje ci się, że jesteś Keithem Richardsem albo Johnnym Thundersem?"

Nie powiedziałem ani słowa. Złapałem go za łeb i zacząłem walić o bar, rozwalając okulary i zalewając krwią kasę. Ochroniarz podszedł w moim kierunku i zamiast wywalić mnie z lokalu, uśmiechnął się. "Nieźle, gościu", powiedział. "Masz u nas za to darmowe drinki. Mogę mówić do ciebie Muhammad Ali, Sixx?"

Zaprowadził mnie i Vince'a na górę, gdzie zrobiliśmy kolejnego Jacka Danielsa. Kiedy jakaś laska robiła mi dobrze ręką pod stołem, Vince grzecznie się ulotnił. Przeczesałem cały klub, ale nie mogłem go znaleźć. Dopiero późno w nocy, gdy wychodziłem z klubu, zobaczyłem Vince'a, który zaliczył zgona pod niebieskim Fordem Malibu, tylko nogi wystawały mu z jednej strony, jakby był pie***onym mechanikiem. Zaciągnąłem go do domu, gdzie znalazłem dziewczynę przykutą do jego łóżka. Choć Tommy'ego nigdzie nie było, to była jedna z jego ofiar, córka słynnego sportowca. Widziałem ją niedawno w Disneylandzie na statku piratów. Dobrze, że wciąż była w kajdankach.

Vince zwalił się do łóżka tuż obok unieruchomionej dziewczyny. Kiedy zbudził się po północy, dziewczyny nie było, za to pojawił się Tommy. Jak nigdy nic, wszyscy wyszliśmy dalej imprezować.

Potem jeszcze była balanga w Hyatt House, chyba sześćdziesiąt osób było ściśniętych w jednym pomieszczeniu. Wysoka, opalona dziewczyna z dużym biustem, którą znałem z widzenia, złapała mnie za rękę i potykając się, pociągnęła do małego pokoiku wielkości kibla. Była pijana, zdarła ze mnie spodnie, chwyciła ręką mojego f***a, oparła się o ścianę, podniosła kieckę i wsadziła go w siebie. Piep***liśmy się dobrą chwilę, potem przeprosiłem ją, mówiąc, że muszę iść do toalety. Wróciłem na imprezę odszukać Tommy'ego. "Gościu, chodź ze mną", zaciągnąłem go w to miejsce. "Mam tu fajną laskę w tym pokoju. Tylko nie mów ani słowa. Kiedy dam ci sygnał, zacznij ją pie***yć".

Weszliśmy tam, stanąłem tuż za Tommy'm. On w nią wszedł, a dziewczyna ciągnęła mnie za włosy i krzyczała "Oh! Nikki! Nikki!" Gdy trochę się z nią zabawiliśmy, znów zszedłem na dół na imprezę i zgarnąłem jakiegoś chudego dzieciaka w koszulce Rolling Stones.

"Gratulacje", powiedziałem do niego. "Zaraz stracisz dziewictwo".

"Co ty?". Spojrzał na mnie, wybałuszył gały, przestraszony. "Nie chcę!". Wepchnąłem go do środka i zamknąłem drzwi. Słyszałem tylko, jak jeszcze krzyczy:

"Wypuść mnie, gnoju!"

Byłem tak na***any, że następnego dnia nic nie pamiętałem – dopóki nie zadzwonił telefon. To była ta dziewczyna z poprzedniej nocy. "Nikki", powiedziała drżącym głosem. "Zostałam zgwałcona". Przeszedł mnie dreszcz, a serce skoczyło do gardła. Wspomnienia poprzedniej nocy powróciły i zdałem sobie sprawę, że chyba przegięliśmy.

Zamilkła na chwilę, po czym kontynuowała: "Złapałam stopa z Hyatt House do domu, a ten sk***iel, który mnie podwoził, zgwałcił mnie w swoim samochodzie".

"O Boże! Tak mi przykro", tylko tyle w tamtej chwili mogłem powiedzieć. Z jednej strony poczułem ulgę, bo to oznaczało, że nie my ją zgwałciliśmy.

Ale im dłużej o tym myślałem, tym bardziej zdawałem sobie sprawę, że tak właśnie było. Ale to jeszcze nie było najgorsze, później miałem zniżyć się jeszcze bardziej.

Była jedna bezdomna dziewczyna, która kręciła się non-stop na Strip. Młoda, szalona, zawsze w koszulce Cinderella. Jednej nocy zgarnęliśmy ją i zawieźliśmy do domu, żeby Tommy mógł spróbować się z nią przespać. I gdy byli razem w łóżku, schowaliśmy jej ubranie. Po tym, jak wyszła zapłakana od nas w ciuchach Tommy'ego, nikt już więcej na strip jej nie widział.

Po tym, jak zabraliśmy jej ciuchy, nie było już żadnego tabu. Sam próbowałem nawet przespać się z matką Tommy'ego, ale poległem na całej linii. Potem zacząłem spotykać się z jakąś niemiecką modelką albo przynajmniej chudą Niemką, która wmówiła mi, że jest modelką. Miała swoje zdjęcia z jakiejś imprezy z muzykami Queen, więc byłem pod wrażeniem. Jej sąsiad z góry, Fred chciał mnie nauczyć, jak wchłaniać kokainę podgrzewając ją na łyżeczce i to ją trochę wkurzyło. Mówiliśmy na nią Himmler. (...)

Zerwałem z nią i zacząłem się spotykać z jedną groupie, która miała talię osy, wzrok, który mówił ‘z***nij mnie' i nazywała się Stephanie. Jej rodzice mieli sieć hoteli i była na tyle kumata, że wiedziała, iż najkrótsza droga do naszych serc prowadzi przez dostawę żarcia i narkotyków dla zespołu. Poznałem ją w Starwood, kiedy bujała się z kolesiami z Ratt. Uwielbiałem się z nią spotykać. Chodziliśmy do niej do mieszkania, zażywaliśmy metakwalon i pie***yliśmy się jak króliki – było świetnie, bo sam bym sobie dragów nie załatwił no i sam bym też się nie z***nął. (Chociaż prawie to robię, opowiadając wam te historie).

Jednej nocy Vince, Stephanie i ja, poszliśmy na imprezę do Rainbow, nażarliśmy się metakwalonu i pieczonych ślimaków, a potem rzygaliśmy pod stołem co piętnaście minut. Resztką sił wytoczyliśmy się z knajpy, zabraliśmy ją do domu i wylądowaliśmy w łóżku Vince'a. Ja się tak nie bawiłem, a Tommy i Vince zawsze razem zabawiali się z dziewczyną. Dla mnie drugi koleś w takiej sytuacji rujnował wszystko. Nie mogłem się przełamać i zostawiłem ich samych. Wtedy ostatni raz widziałem Stephanie nagą, bo w przypadku Vince'a wystarczyło zostawić go z dziewczyną, która miała kasę i samochód i była musztarda po obiedzie. Spotykali się potem przez kilka miesięcy i już mieli brać ślub, ale Vince znalazł bogatszą dziewczynę, Beth – blondynkę z lepszym samochodem, 240Z.

Nawet nie mam pojęcia, jak udało nam się osiągnąć coś więcej z zespołem w takich warunkach, ale to pewnie dlatego, że sami nie wiedzieliśmy, że istnieje jakiś wyższy poziom. Nam chodziło tylko o to, żeby zebrać ludzi na koncert, i upewnić się, że będą o nas mówić po koncercie. Raz nawet zaprosiliśmy Elvirę, która zgodziła się nas zapowiedzieć ze sceny za pięćset dolców. Im dłużej ze sobą mieszkaliśmy, tym byliśmy lepsi na żywo, bo mieliśmy więcej czasu na wymyślanie różnych głupot. Vince zaczął odcinać piłą łańcuchową głowy manekinów. Blackie Lawless przestał podpalać się na scenie, bo miał już dosyć poparzeń, więc ja przejąłem ten numer. Nie przeszkadzał mi ból. Mógłbym spokojnie łykać gwoździe albo wsadzać f***a w potłuczone szkło, gdyby to tylko mogło nam zapewnić większą frekwencję na koncertach.

Z każdym kolejnym występem, nasz sprzęt był coraz lepszy: Mick miał tuzin świateł, które kupił od Don Dokken i wzmacniacz, który ukradł jeszcze ze swojego starego zespołu, White Horse. Mieliśmy brudne, kiedyś białe a wtedy zakrwawione prześcieradło, które zabraliśmy z łóżka Tommy'ego i na którym wymalowaliśmy dużymi czarnymi literami naszą nazwę. Zainspirowani Queen, Tommy i Vince zbudowali trzypoziomowy podest perkusyjny o powierzchni dwa na cztery. Pomalowali go na biało, górę obili czarnym płótnem, a na froncie zamontowali piętnaście błyskających żarówek, czaszki i pałeczki perkusyjne.

Ważył chyba z tonę, a targanie go na każdy koncert to był istny ból w d***e. Zrobiliśmy też małe pudełka z pleksiglasu ze światłami w środku – mogliśmy na się na nie wspinać i zeskakiwać. Cała scenografia i image to był jeden miszmasz tego, co było fajne i stosunkowo niedrogie. Malowaliśmy naciągi od bębnów, rozstawialiśmy świeczniki na scenie, zawieszaliśmy laleczki voodoo, owijaliśmy gitary kolorową taśmą, a samych siebie kablem telefonicznym i puszczaliśmy jako intro przed naszym wejściem najbardziej złowieszcze dźwięki, jakie udało nam się znaleźć.

Po wyprzedaniu kilku koncertów w Whisky byłem tak podekscytowany, że zadzwoniłem do dziadka i pochwaliłem się "Nie uwierzysz! Wyprzedaliśmy trzy noce pod rząd w Whisky. K***a, udało nam się!". "Co zrobiliście?", zapytał. "Nikt nawet was nie zna".

I w sumie miał rację. Wyprzedawaliśmy jeden koncert za drugim, ale żadna wytwórnia nie chciała nas wydać. Mówili nam, że na koncertach było dużo pomyłek – że nie ma szans, byśmy z taką muzyką dostali się do radia, albo na listy przebojów. Wmawiali nam, że heavy metal się skończył, i teraz liczy się tylko new wave. Nie byli nami zainteresowani, dopóki nie brzmielibyśmy jak The Go-Go's czy The Knack. A my nie mieliśmy pojęcia o dyrektorach w radiu, listach przebojów czy new wave. Liczyło się tylko to, ile hałasu mogliśmy wygenerować za pomocą stojących za nami paczek Marshalla i na ile darmowego alkoholu, narkotyków i obc***ania możemy się załapać.

Na umowie z wytwórnią zależało nam tylko po to, żebyśmy mogli zrobić wrażenie na dziewczynach, że mamy kontrakt. Skoro nikt nas nie chciał, to rozwiązaliśmy ten problem, zakładając własną firmę, Leathür Records. Zarezerwowaliśmy czas na sesję w najtańszym studiu, jakie udało nam się znaleźć – za sześćdziesiąt dolarów za godzinę przy Olympic Avenue. Mickowi podobało się to miejsce ze względu na małe pomieszczenia, które gwarantowały naturalny pogłos. Od razu zrezygnował z inżyniera dźwięku, który tam pracował i ściągnął Michaela Wagenera, wesołego Niemca o anielskiej twarzy, który kiedyś grał w Accept. Razem wypluliśmy z siebie "Too Fast For Love" w przeciągu trzech pijackich dni. Kiedy nie mogliśmy nikogo nawet namówić na dystrybucję płyty, Coffman zajął się tym na własną rękę, jeżdżąc wypożyczonym Lincolnem i próbując namówić sklepy muzyczne, żeby wzięły kilka kopii. W ciągu czterech miesięcy znaleźliśmy dystrybutora (Greenworld), który sprzedał dwadzieścia tysięcy sztuk płyty – całkiem nieźle jak na album, który kosztował sześć tysięcy.

Świętowaliśmy wydanie na imprezie w Troubadour, jednym z moich klubów – choćby dlatego, że był tam jeden gość, którego uwielbiałem tłuc. Miał długie włosy i był równocześnie naszym fanem i utrapieniem. Właśnie kiedy zamierzałem go popchnąć kolejny raz, zobaczyłem dziewczynę z platynowymi blond włosami, czerwonymi policzkami, głębokim spojrzeniem niebieskich oczu ubraną w skórzane spodnie, pasek i wysokie skórzane czarne buty.

Podeszła i zapytała: "Cześć, jestem Lita Ford z The Runaways. Jak się nazywasz?"

"Rick" odparłem.

"Naprawdę?"

"Tak, jestem Rick". Byłem pewny siebie i założyłem, że wszyscy znają moje imię.

"To sorry, musiałam cię z kimś pomylić".

"Najwidoczniej" odparłem, zadzierając jak zwykle nos.

"Szkoda, bo właśnie miałam się podzielić z tobą metakwalonem. Myślałam, że jesteś Nikki", wzięła mnie pod włos.

"Tak, jestem Nikki! To ja! To ja".

Odgryzła połowę tabletki, wcisnęła mi do ust. I tak się zaczęło. Zaczęliśmy rozmawiać i imprezować. Dopóki jej nie poznałem, myślałem o kobietach, tak, jak o swojej pierwszej dziewczynie, Sarah Hopper – męczących istotach, oferujących jedynie ciekawą alternatywę dla masturbacji. Ale Lita była muzykiem, miałem z nią wspólny język. Była miła, normalna i inteligentna. W tej szalonej burzy, w jaką zmieniło się ostatnio moje życie, była moją oazą spokoju, kimś, kto przytrzyma mnie na ziemi.

Jednej nocy Lita, Vince, Beth i ja wychodziliśmy z Rainbow, jakiś motocyklista zaczął się kleić do dziewczyn i pytał, czy nie pójdą się z nim przespać. A to był już czas, kiedy motocykliści wypowiedzieli wojnę rockowcom. Poczekaliśmy jeszcze moment i potem podeszliśmy do niego. Byliśmy w dobrych nastrojach, więc postanowiliśmy nie robić mu krzywdy. Poprosiliśmy, żeby się odczepił. Spojrzał na nas i powiedział, że możemy spi***alać. Miałem łańcuch przypięty do paska z klamrą. Zerwałem ten łańcuch i zacząłem wywijać w powietrzu, próbując go uderzyć. Kilka innych osób, chyba jego znajomych, dołączyło się do bójki. Jeden dwumetrowy owłosiony wielkolud rzucił się w moim kierunku jak rozwścieczony byk, odepchnął mnie w krzaki. Sięgnąłem po wytrącony łańcuch, a on złapał mnie za rękę swoją skórzaną rękawicą, pociągnął do siebie i zaczął gryźć z całej siły. Krzyknąłem z bólu i w przypływie adrenaliny uderzałem go łańcuchem w twarz.

Sekundę później znów mnie odepchnął, wstał, wyjął broń i mierząc do mnie, powiedział: "Jesteś aresztowany, sk***ielu". W całym zamieszaniu nawet nie zauważyłem, że dwie osoby, które włączyły się do bójki, to nie byli znajomi motocyklisty tylko gliniarze w cywilu. Dostałem pałką po twarzy chyba siedem razy, miałem sine oko i złamaną kość policzkową. Zakuli mnie w kajdanki i wpakowali do suki. Z tylnego siedzenia widziałem tylko Vince'a, który spier***a jakby się paliło, był w końcu aresztowany zaledwie kilka tygodni wcześniej w The Troubadour za zaatakowanie dziewczyny, której nie podobał się jego strój U.S. Marines, w którym występował.

"Pi***olony śmieć", wydarł się na mnie wielki gliniarz. "Pobicie policjanta! Za kogo ty się k***a uważasz?"

Samochód zatrzymał się przy końcu alei. Złapał mnie za obydwa łokcie jedną ręką, wyciągnął z samochodu i rzucił na ziemię. Zaczęli kopać mnie po brzuchu i twarzy. Za każdym razem jak się zwijałem i odwracałam, próbując chronić brzuch, odwracali i kopali tam, gdzie najbardziej boli.

Wylądowałem w areszcie umazany w krwi i resztkach makijażu. Oskarżyli mnie o napaść z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Przesiedziałem tak dwie noce, zastraszany przez gliny, że dostanę pięć lat więzienia bez możliwości zwolnienia warunkowego. (Zarzuty jednak wycofali, bo całe zdarzenie zmieniło się w jeden wielki skandal, kiedy ponad tuzin osób oskarżyło policję o nadużycie siły i pobicia tamtej nocy na Sunset Strip).

Lita zastawiła swojego cennego Firebirda za tysiąc dolarów, by zapłacić moją kaucję. Przeszliśmy na nogach trzy mile z więzienia do Mötley House, akurat na czas, by spotkać się z resztą zespołu przed naszym koncertem w Whisky tej nocy. Będąc już spokojnie na miejscu, w towarzystwie odgłosów rozbijania wszystkiego, co cenne w domu przez dziewczynę Tommy'ego, Bullwinkle, wyjąłem żółty notatnik w linie i wylałem swój gniew:

"A starspangled Wight Heard a steel-belted scream

Sinners in delight

Another sidewalk's bloody dream I heard the sirens whine

My blood turned to freeze See the red in my eyes

Finished with you, you'll make my disease".

Ostatni wers mi nie pasował. Przekreśliłem go. I akurat wtedy drzwi wyleciały z zawiasów, na podłodze leżał Tommy z rozciętą głową, a Bullwinkle stała nad nim z miną rozwścieczonego łosia.

"Your blood's coming my way", dopisałem pod przekreśloną linijką. Lepiej, ale wciąż niedoskonale.

Następnego ranka, przyszedł prawnik z nakazem eksmisji. Mieszkaliśmy tam przez dziewięć miesięcy, ciągle pijąc, tłukąc się, pie***ąc laski, imprezując – wszyscy byliśmy chorzy i zabiedzeni. Potrzebowaliśmy opieki. Ja przeprowadziłem się z Litą do Coldwater Canyon w północnym Hollywood. Vince zamieszkał z Beth. Tommy wyprowadził się do Bulllwinkle. Nie wiem tylko, gdzie podziewał się Mick. Nigdy nie pofatygowaliśmy się, żeby sprawdzić".

Kolejne wydanie "Brudu" Mötley Crüe opublikowało wydawnictwo "Kagra".

17/10/2017 07:51:18
Przejdź do listy nowości
Komentarze
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy, bądź pierwszy.
Twój komentarz
Polecane
Szukaj jakichkolwiek zdjęć!*
Zdjęcia i filmy dla dorosłych!*
Najlepszy na świecie film + wyszukiwanie!*
Darmowe randkowanie!*
Portale społecznościowe
 @muzmo_pl
muzmo.org © 2009-2018
Kontakt zwrotny / Poinformować o błędzie